Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria ForumForum iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 28; szukaj: sudan
<<< strona 2 z 6 >>>

Kochana Maryś!

(Libia, Egipt, Sudan)
Ranking: **
Autor: Nowak Kazimierz
Język: polski
Okładka

Wyczyn Kazimierza Nowaka, jakim był być może pierwszy w historii przejazd rowerem Afryki (podróż rozpoczęła się w 1931, zakończyła w 1936 roku), tam i z powrotem, w dodatku bez grosza przy duszy, znamy z książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”. Wspomniana książka zawiera relacje, które Nowak wysyłał do gazet, by zdobyć środki na podróż. „Kochana Maryś!” jest również zbiorem listów z tej podróży, tym razem jest to jednak bezpośrednia, czasem bardzo osobista korespondencja z żoną - Marią Nowak.
Przyznaję, że jest to lektura przygnębiająca, taki też jest ton wysyłanych przez Nowaka listów. Autor ciągle cierpi biedę, zmaga się z żywiołami i przeklina swój los. W całej podróży (Tom I zawiera listy z Libii, Egiptu i Sudanu) są tylko nieliczne momenty, które przynoszą autorowi radość. W liście z Aleksandrii pisze: „Obrzydła mi do bezgranic dola tułacza!”. W tym kontekście cała idea tej podróży wydaje się nielogiczna, chyba, że w listach do żony Nowak umyślnie wciela się w rolę męczennika...
„Kochana Maryś!” jest zbiorem listów przytoczonych chronologicznie i w oryginale, z niewielkimi tylko poprawkami redakcyjnymi. Jest to forma sprzyjająca badaniom nad językiem i nad samą sylwetką Kazimierza Nowaka. Dla przeciętnego czytelnika może to jednak czynić lekturę uciążliwą. Przeszkadzają powtarzające się na początkach i końcach każdego z listów pozdrowienia i skrupulatne rozliczanie żony z wysłanej korespondencji. Przyznaję, że po pewnym czasie zacząłem te fragmenty po prostu omijać.
Pomimo kłopotliwej w odbiorze formie, ciekaw jestem, co przyniosą następne tomy „Listów z Afryki”. Mniej mnie interesują same przygody Nowaka, bardziej ich ton oraz spojrzenie wewnątrz siebie i sens całego przedsięwzięcia. Czy Nowak porzuci pozę męczennika? Czy przez pięć lat będzie męczył się okrutnie, jak do tej pory?
Być może jednak lepszym posunięciem wydawniczym byłoby zebranie całej wiedzy o Nowaku i skompilowaniu fabularyzowanej wersji „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”? Książki pozbawionej uchybień pisarskich autora, przeterminowanego języka sprzed stu lat i z mocną fabułą?


Skorpion w namiocie biurowym

(Sudan, Sudan Południowy)
Ranking: **
Autor: Dziewanowski Kazimierz
Język: polski
Okładka

Wydana w 1964 roku książka jest reportażem z podróży do Sudanu. Wydaje się, że pracujący w tym czasie dla tygodnika „Świat” Dziewanowski miał za zadanie przybliżenie polskiemu czytelnikowi nowo powstałego państwa (Sudan uzyskał niepodległość w 1956 roku). Autor nie skupia się bowiem na jakimś jednym temacie, lecz szeroko opisuje Sudan, jego historię i aktualne problemy. Całość przeplatają spostrzeżenia i opis samej podróży oraz zdjęcia - Dziewanowski odwiedził Chartum, Port Sudan, Wad Madani i Dżubę.
Z punktu widzenia lat 60-tych, gdy był tylko jeden kanał telewizji polskiej a paszport leżał daleko poza zasięgiem przeciętnego śmiertelnika tego typu książki były maleńkim, ale ważnym oknem na świat, przez które każdy chciał patrzeć. Dzisiaj ten format reportażu nie jest już tak interesujący. Spostrzeżenia wyrwanego zza żelaznej kurtyny polskiego reportażysty bledną w konfrontacji z literaturą współczesną.


Pustynna miłość

(Mauretania, Mali, Niger, Czad, Sudan, Egipt)
Ranking: ***
Autor: Asher Michael
Język: polski
Okładka

Przez Afrykę podróżowano już na wiele sposobów i trudno dzisiaj trafić na ślad czegoś odkrywczego (nie uwzględniam tutaj podróży typu „hulajnogą przez Afrykę”). Raz na jakiś czas z morza banału wyłania się coś rzeczywiście wyjątkowego. Podróż na wielbłądach przez całą Saharę z zachodu na wschód jest takim wyjątkiem.
Michael Asher obycie z wielbłądami i życiem nomady zdobywał w Sudanie. Tutaj zrodziła się jego fascynacja pustynią, tutaj powstał pomysł podróży i tutaj spotkał kobietę, z którą wybrał się w tą podróż.
Wyprawa rozpoczyna się w roku 1986 w Mauretanii. Szlak przez Saharę wiedzie przez Szinkit (Chinguetti), Timbuktu, Agadez, Bilmę, Nguigmi, Ati, Al-Faszir, Dongolę by po dwustu siedemdziesięciu jeden dniach zakończyć się w Asuanie. Książka opisuje tą podróż - żmudne pokonywanie kolejnych etapów, różne oblicza pustyni, zwyczaje zamieszkujących ją ludzi, sylwetki przewodników oraz walkę z samym sobą.
Autor wyraźnie idealizuje pustynne życie a wybrany przez niego sposób podróżowania uważa za jedynie właściwy. Monopol sposobu podróży nieco drażni. Po lekturze fragmentów „Pustynnej miłości”, w których autor opisuje spotkania z innymi turystami, można dojść do wniosku, że jego zdaniem lepiej siedzieć w domu i oglądać telewizor, niż pojechać na wycieczkę inną niż pieszą. Moim zdaniem Asher dopuścił się grzechu zarozumiałości.
Delikatny przytyk należy się również polskiemu tłumaczeniu książki, autorstwa Joanny Pierzchały. O ile nazwa Szinkit jest poprawna (choć wielbłąda z rzędem temu, kto zgadnie za pierwszym razem, jakie to miasto) to już ukijja i Mejk moim zdaniem takie nie są - ukijja to nazwa waluty Mauretanii a Mejk jest spolszczeniem angielskiego imienia Mike.
Zawiłości językowe ani zadarty do góry nos autora nie przeszkadzają jednak zbytnio w lekturze. To dobra, nietuzinkowa książka o pustyni.


Systemy polityczne „czarnej” Afryki

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Chodak Szymon
Język: polski
Okładka

Początek lat 60-tych ubiegłego stulecia to czas, w którym Afryka budziła się z kolonializmu. Ponad połowa afrykańskich krajów uzyskała już niepodległość, pozostałe śmiało spoglądały w stronę wolności. Był to bez wątpienia jeden z ciekawszych okresów w historii Afryki. Właśnie w tych latach Szymon Chodak napisał tą książkę. Podjął się w niej analizy systemów politycznych Afryki, zastanawiając się nad kierunkami politycznymi, jakie obiorą młode afrykańskie państwa. Zgodnie z tytułem, z zakresu geograficznego książki wyłączone są kraje Afryki północnej, jak również Sudan i Etiopia.
Będąc wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego, autor oparł książkę o prowadzone przez siebie wykłady. Praca jest akademicko usystematyzowana, z obszernymi sekcjami definicji różnych systemów, ich klasyfikacji i teorii. Fragmenty poświęcone tym zagadnieniom (a jest ich sporo) przesiąknięte są marksizmem, co może dzisiaj przeszkadzać. Zasadniczą treść książki Szymon Chodak podzielił na trzy części: rodzime systemy polityczne, kolonializm oraz systemy kształtujące się podczas ruchów narodowowyzwoleńczych.
Pierwsze rozdziały książki są najlepsze, jak również najbardziej aktualne. Autor opisuje w nich tradycyjne systemy władzy, które w różnym stopniu przetrwały do naszych czasów. Niezłe są również rozdziały o systemach kolonialnych - brytyjskim, francuskim, belgijskim i portugalskim, niestety zarówno te, jak i poprzednie rozdziały nie są nazbyt odkrywcze i chyba lepiej przedstawione w innych książkach. Rozdziały ostatnie, opisujące zmiany na styku kolonializmu, tradycji i niepodległości oceniam najsłabiej - przyznaję, że nie przetrwałem szeregu teorii zmian, kapitulując tuż przed końcem książki.


Witajcie powracające widma

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Efoui Kossi
Język: polski
Okładka

Książka togijskiego autora opowiada o wojnie, a właściwie o żniwie wojny, gdy kurz walk już opadł a na polu bitwy zostają zwykli ludzie. Akcja książki rozgrywa się w fikcyjnym afrykańskim kraju, w którym Efoui umieścił magnes zła, przyciągający wszystkie okrucieństwa wojny. Przez miszmasz nawiązań najczęściej przebijają sie porównania do ludobójstwa w Rwandzie oraz wojny domowej w Sudanie (akcja powieści toczy się w kraju podzielonym na Glorię Północną i Południową). W tej niemal apokaliptycznej scenerii (bo choć wojna właśnie się skończyła, autor nie przewidział miejsca na nawet śladową ilość optymizmu) błąka się bohater - „powracające widmo” - który poszukuje przyjaciela.
Pomimo sympatii, jaką darzę afrykańskich autorów, czytając „Witajcie, powracające widma” z trudem dotarłem do ostatniej strony powieści. Przefaszerowanie złem przekracza moim zdaniem granice dobrego smaku, dając efekt odwrotny do zamierzonego. Zło staje się trywialne, cliché.
Dodając goryczy trzeba dodać, że książka zmusza do myślenia - autor (lub tłumacz) napisał (lub przetłumaczył) ją w sposób wymuszający na czytelniku szukanie w zdaniach i akapitach ich znaczenia. Być może grona krytyków uznają to za cechę godną złotej statuetki, jak dla mnie jest to jednak zbędny zamęt.


^^^
<<< strona 2 z 6 >>>