Książki o Afryce

Ranking: ★★★★ rewelacja   ★★★ dobra   ★★ przeciętna   szkoda czasu
książek: 283, strona 16 z 57

Skorpion w namiocie biurowym

(Sudan, Sudan Południowy)
Ranking: ★★
Autor: Dziewanowski Kazimierz
Język: polski

OkładkaWydana w 1964 roku książka jest reportażem z podróży do Sudanu. Wydaje się, że pracujący w tym czasie dla tygodnika „Świat” Dziewanowski miał za zadanie przybliżenie polskiemu czytelnikowi nowo powstałego państwa (Sudan uzyskał niepodległość w 1956 roku). Autor nie skupia się bowiem na jakimś jednym temacie, lecz szeroko opisuje Sudan, jego historię i aktualne problemy. Całość przeplatają spostrzeżenia i opis samej podróży oraz zdjęcia - Dziewanowski odwiedził Chartum, Port Sudan, Wad Madani i Dżubę.
Z punktu widzenia lat 60-tych, gdy był tylko jeden kanał telewizji polskiej a paszport leżał daleko poza zasięgiem przeciętnego śmiertelnika tego typu książki były maleńkim, ale ważnym oknem na świat, przez które każdy chciał patrzeć. Dzisiaj ten format reportażu nie jest już tak interesujący. Spostrzeżenia wyrwanego zza żelaznej kurtyny polskiego reportażysty bledną w konfrontacji z literaturą współczesną.


Antylopa szuka myśliwego

(Afryka ogólnie)
Ranking: ★★
Autor: Albiński Wojciech
Język: polski

Okładka„Antylopa szuka myśliwego” to kolejny zbiór opowiadań Albińskiego, wpisujący się w klimat i tematykę poprzednich książek tego autora. Ci, którym przypadły one do gustu nie powinni poczuć rozczarowania po lekturze i tej książki. Jeśli jednak było inaczej, „Antylopa szuka myśliwego” nie będzie powodem do zmiany opinii.
Książka zawiera sześć opowiadań. Część z nich osadzona jest w konkretnych miejscach, w innych autor zdecydował się na fikcyjne nazwy państw i miejsc - nieco dziwny zabieg, gdyż nawiązania do rzeczywistości są aż nadto wyraźne (np. w opowiadaniu „Kto z państwa popełnił ludobójstwo?”).
W każdym z sześciu krótkich utworów Albiński opowiada epizod z losu człowieka, zwykle z zewnątrz, uwikłanego w afrykańską rzeczywistość. Z opowiadań wieje chłodem, dekadencją i rezygnacją. Być może jest to przesadna negacja stereotypów, pstryczek w nos piewcom roztańczonej Afryki i biednych, ale szczęśliwych Afrykanów. Ani jedno, ani drugie wynaturzenie mi nie odpowiada. Ponadto, opowiadania o chwytliwych tytułach opowiadają moim zdaniem o niczym albo nieudanie poruszają rzeczy ważne.
Czekam na lepszą książkę Albińskiego.


Afryka od wewnątrz

(Afryka ogólnie)
Ranking:
Autor: Gunther John
Język: polski

Okładka„Afryka od wewnątrz” to jedna z obszerniejszych książek, z jaką ostatnimi czasy miałem do czynienia. Prawie tysiąc sto stron drobnego druku potraktowałem jako wyzwanie i gdyby nie recenzencki „obowiązek” zapewne oddałbym komuś tą książkę lub odłożył na półkę do czasu półrocznej podróży do Afryki (na razie nie mam takiej w planach).
W gruncie rzeczy nie jest to jednak książka zła, lecz przeterminowana. Jednorazowa dawka zdezaktualizowanych, pochodzących z początku lat 50-tych informacji jest po prostu za duża. Sięgając po „Afrykę od wewnątrz” od czasu do czasu lub przerywając lekturę innymi książkami można by pewnie podnieść jej subiektywną wartość.
John Gunther podjął się zadania opisania całego kontynentu, widzianego na własne oczy, jak wskazuje tytuł - od wewnątrz. Rzeczywiście, olbrzymia część dzieła to bezpośrednie reportaże z podróży, historie zasłyszane na miejscu, opowiedziane przez spotkanych na miejscu ludzi.
Być może z powodów językowych, autor dużo więcej miejsca poświęca krajom strefy wpływów brytyjskich, a mniej krajom frankofońskim i koloniom portugalskim. Niestety, autor był bardzo wygodny i podróżował głównie samolotem, pomiędzy dużymi miastami, nie zbaczając z głównego szlaku i właściwie nie wychodząc poza „biały świat” czasów kolonialnych. Gunther spotyka się niemal wyłącznie z białymi ludźmi, opowiada ich historie i problemy. Trzeba jednak pamiętać, że są to czasy, w których nikt nie wierzył w rychły koniec ery kolonialnej. Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o Kadafim i Nyerere.
Poza wspomnianym wcześniej rozmiarem dzieła, mankamentem książki jest moim zdaniem również przypadkowość, wynikająca być może z chęci opisania Afryki w jak najszerszej całości. „Afryka od wewnątrz” to przepastny wór historii, spotkań z ludźmi i reporterskich spostrzeżeń, który trudno jest dzisiaj udźwignąć.


Monolog króla Leopolda

(Demokratyczna Republika Kongo)
Ranking: ★★
Autor: Twain Mark
Język: polski

Okładka„Przygody Tomka Sawyera” to książka Marka Twaina, którą wielu miłośników przygód zna z lat swojej młodości. „Monolog króla Leopolda” to utwór zupełnie inny. Trudno go zresztą nazwać książką, gdyż jest to zaledwie trzydziestostronicowy pamflet.
Twain napisał „Monolog” w 1907 roku pod wpływem E.D. Morela - brytyjskiego dziennikarza i polityka, znanego z demaskowania poczynań belgijskiego króla w Kongo. Król Leopold II prowadzi w nim wewnętrzny dialog utyskując na przeszkadzających mu w kongijskich sprawach. W „Monologu króla Leopolda” nie ma nowych faktów, jest to utwór z zamiaru propagandowy, mający otworzyć oczy niedowiarkom.
Lektura tego krótkiego tekstu może być niezłym uzupełnieniem innych, obszerniejszych opracowań na temat Wolnego Państwa Kongo. Sama w sobie, wyjęta z kontekstu będzie raczej zmarnowanym czasem.


Pustynna miłość

(Mauretania, Mali, Niger, Czad, Sudan, Egipt)
Ranking: ★★★
Autor: Asher Michael
Język: polski

OkładkaPrzez Afrykę podróżowano już na wiele sposobów i trudno dzisiaj trafić na ślad czegoś odkrywczego (nie uwzględniam tutaj podróży typu „hulajnogą przez Afrykę”). Raz na jakiś czas z morza banału wyłania się coś rzeczywiście wyjątkowego. Podróż na wielbłądach przez całą Saharę z zachodu na wschód jest takim wyjątkiem.
Michael Asher obycie z wielbłądami i życiem nomady zdobywał w Sudanie. Tutaj zrodziła się jego fascynacja pustynią, tutaj powstał pomysł podróży i tutaj spotkał kobietę, z którą wybrał się w tą podróż.
Wyprawa rozpoczyna się w roku 1986 w Mauretanii. Szlak przez Saharę wiedzie przez Szinkit (Chinguetti), Timbuktu, Agadez, Bilmę, Nguigmi, Ati, Al-Faszir, Dongolę by po dwustu siedemdziesięciu jeden dniach zakończyć się w Asuanie. Książka opisuje tą podróż - żmudne pokonywanie kolejnych etapów, różne oblicza pustyni, zwyczaje zamieszkujących ją ludzi, sylwetki przewodników oraz walkę z samym sobą.
Autor wyraźnie idealizuje pustynne życie a wybrany przez niego sposób podróżowania uważa za jedynie właściwy. Monopol sposobu podróży nieco drażni. Po lekturze fragmentów „Pustynnej miłości”, w których autor opisuje spotkania z innymi turystami, można dojść do wniosku, że jego zdaniem lepiej siedzieć w domu i oglądać telewizor, niż pojechać na wycieczkę inną niż pieszą. Moim zdaniem Asher dopuścił się grzechu zarozumiałości.
Delikatny przytyk należy się również polskiemu tłumaczeniu książki, autorstwa Joanny Pierzchały. O ile nazwa Szinkit jest poprawna (choć wielbłąda z rzędem temu, kto zgadnie za pierwszym razem, jakie to miasto) to już ukijja i Mejk moim zdaniem takie nie są - ukijja to nazwa waluty Mauretanii a Mejk jest spolszczeniem angielskiego imienia Mike.
Zawiłości językowe ani zadarty do góry nos autora nie przeszkadzają jednak zbytnio w lekturze. To dobra, nietuzinkowa książka o pustyni.

książek: 283, strona 16 z 57
© Janusz Tichoniuk 2001-2026