Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria ForumForum iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 237
<<< strona 1 z 48 >>>

Gdyby cała Afryka...

(Afryka ogólnie)
Ranking: ***
Autor: Kapuściński Ryszard
Strony: 375
Język: polski
Okładka

Gdyby cała Afryka, jak jedna, zakasała rękawy, odłożyła na bok wewnętrzne waśnie i wzięła się do konstruktywnej roboty... Rozwinięty przeze mnie tytuł w skrócie tłumaczy, co znajdziemy w tej książce. Kapuściński miał szczęście doświadczać Czarnego Lądu w okresie zmiany, wycofywaniu się kolonializmu, zaczątków kształtowania myśli narodowej i państwowości. Z zawartych w książce tekstów wynika, że był to okres bardzo ciekawy, ale przede wszystkim podszyty optymizmem. W Afryka było w owym czasie wielu rodzimych przywódców i ojców wzniosłych myśli, którzy znali receptę na sukces i zjednoczenie. Były to czasy, w których każdy przywódca polityczny wiedział, co trzeba zrobić, by było dobrze. Mamy zatem między innymi Tanganikę Juliusa Nyerere, Kenię Jomo Kenyatty i cały garnitur osobowości na konferencji założycielskiej Organizacji Jedności Afrykańskiej. Z drugiej strony książka zawiera kilka tekstów opisujących problemy związane z ówczesną ostatnią jak mogłoby się wydawać opoką kolonializmu - poświęconych Republice Południowej Afryki i Algierii - oraz zapowiedź nadchodzących problemów raczkującej wolności w postaci pierwszych zamachów stanu.
„Gdyby cała Afryka...” zawiera publikacje Kapuścińskiego, które starszym czytelnikom mogą wydać sie znajome. Część z nich była bowiem publikowana w tygodniku „Polityka”, a niektóre rozdziały znalazły się również w „Wojnie futbolowej” i „Hebanie” tego samego autora.


Comédia infantil

(Mozambik)
Ranking: ***
Autor: Mankell Henning
Strony: 204
Język: polski
Okładka

Nelio - dziesięcioletni, bezdomny chłopak umiera. Zanim jednak to się stanie, Jose Antonio Maria Vaz wysłucha historii jego krótkiego życia, który ten mu opowie konając na dachu piekarni. Jose poświęca swoje ułożone życie i stabilną pracę piekarza na przelanie tej opowieści na papier.
Nelio umiera dziewięć dni, każdego wieczora Jose dogląda chłopca, który obdarza go kolejną częścią swojej historii. Dziewięć dni, czyli tyle, ile rozdziałów ma książka. Mozambik, który jest sceną opowieści trawi w tym czasie wojna domowa (jest to historia fikcyjna, całkowicie wymyślona przez szwedzkiego pisarza). Wojna, która w Maputo wydaje się odległa, wydarza się gdzieś w interiorze a której świadectwo dają historie takich ludzi, jak Nelio. Jego dzieciństwo skończyło się wraz z zagładą wioski, w której mieszkał, z której cudem uchodzi z życiem. Od tej pory nie miał już domu a jego życie stało się wędrówką, którą zakończył na dachu piekarni Dony Esmeraldy.
Książka jest ponura, ciemna, mało w niej słońca. Zwłaszcza Maputo Henning Mankell przedstawił w posępnych kolorach. Czyta się ją jednak dobrze, autorowi udało się nie przebrać miarki (vide Jean Hatzfeld i jego książki o Rwandzie). Nieco krytyki należy się autorowi jedynie za trochę niewiarygodne sylwetki postaci, które stworzył - Nelio jest za dojrzały, jak na dziesięciolatka a Jose za elokwentny, jak na piekarza.


Afryka naszych czasów

(Afryka ogólnie)
Ranking: *
Autor: Chałasiński Józef
Strony: 359
Język: polski
Okładka

Tłusta księga wydana przez Pracownię Zagadnień Społecznych i Kulturalnych Afryki Współczesnej Polskiej Akademii Nauk. Jej podtytuł brzmi: „Problemy integracji państwowej, narodowej i panafrykańskiej”. Ciężki kaliber, w dodatku z końca lat siedemdziesiątych (co zaznaczam z uwagi na współczesność tematu).
„Afryka naszych czasów” jest zbiorem prac akademickich, które wydano na papierze prawdopodobnie głównie po to, by autorom łatwiej było wspiąć się o stopień wyżej w naukowej hierarchii. To dość specyficzna literatura, nie nadająca się do lektury w żadnej akceptowalnej przeze mnie formie. Być może tego typu wydawnictwa są mile widziane wśród hermetycznego środowiska uniwersyteckich mądrali, ale przeciętny śmiertelnik powinien trzymać się od nich z daleka. Książka jest dowodem prawdziwości zasłyszanego kiedyś twierdzenia, że aby napisać o czymś mądrze wystarczy zrobić to w sposób niezrozumiały.
Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie wymienił dwóch rozdziałów, które pozytywnie wyróżniają się na tle naukowego bełkotu. Pierwszy, autorstwa Zygmunta Komorowskiego, opisujący stosunki etniczne zachodniej części Sahary oraz drugi, Ryszarda Dobrowolskiego, pod tytułem “Państwowość Liberii a procesy integracji narodowej” (dotyczący wczesnego okresu kształtowania się tego państwa). Na opisywanie pozostałych rozdziałów szkoda internetowych bitów, chyba, że ktoś chce je wykorzystać w cytatach do jeszcze „mądrzejszych” książek.


Wielka gra Ferdynanda Lessepsa

(Egipt)
Ranking: **
Autor: Galský Desider
Strony: 226
Język: polski
Okładka

Historia kanału łączącego Morze Czerwone z Morzem Śródziemnym sięga czasów faraonów. Pierwsze próby, z częściowym wykorzystaniem do żeglugi wód Nilu miały miejsce niemal dwa tysiące lat przed Chrystusem. Kanał Sueski w dzisiejszej formie to dzieło stosunkowo młode - jego oficjalne otwarcie nastąpiło 17-go listopada 1869 roku. Pomysłodawcą i siłą napędową procesów prowadzących do jego powstania był Francuz, Ferdynand de Lesseps.
Desider Galský (urodzony w dzisiejszej Słowacji) odsłania kulisy tego procesu, w którym jak się okazuje, decydujące były rywalizacja mocarstw i powody natury politycznej aniżeli uwarunkowania techniczne. Autor prowadzi narrację książki trzecioosobowo, fabularyzując fakty historyczne. Rzecz jasna akcja toczy się wokół Lessepsa. Rozdział po rozdziale Galský przybliża sylwetkę głównego bohatera, podążając drogą intryg i zabiegów dyplomatycznych. Autor przesadził jednak, moim zdaniem, z ilością lukru. Ferdynand Lesseps w tej książce nie ma wad ani innych wymiarów, wydaje się być monolitem, stworzonym tylko po to, by osiągnąć cel. W przyjętej formule narracji wygląda to tym bardziej sztucznie. Książkę wzbogacają przeciętnej jakości, czarno-białe ilustracje - szkoda tylko, że nie zostały umieszczone bezpośrednio w treści książki, ukrywając się za spisem treści na końcu.


Dochotoro znaczy lekarz

(Mali)
Ranking: **
Autor: Pawłowski Leopold
Strony: 173
Język: polski
Okładka

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia był okresem, w którym afrykańskie kraje masowo zaczęły uzyskiwać niepodległość, poszukując zarazem swych własnych dróg rozwoju. W ramach wsparcia „bloku wschodniego” pracę w Afryce znalazło wtedy wielu fachowców, w tym lekarzy z Polski. Leopold Pawłowski był bodaj jednym z pierwszych Polaków przebywającym na kontrakcie w Mali. Tak, jak jemu podobni szczęściarze, którym udało się wyrwać z kwitnącego socjalizmu w szeroki świat, również on opisał swoje doświadczenia w książce.
Pawłowski wylądował w Bamako w 1963 roku, skąd po krótkim przystanku w Markala znalazł się w Niono (około 100 km na północ od Ségou), by objąć stanowisko naczelnego lekarza w szpitalu. Książka jest zbiorem luźno powiązanych z sobą opowiadań i reportaży nawiązujących do pobytu autora w Mali od opuszczenia Polski do wylotu z Bamako. Z punktu widzenia ówczesnego odbiorcy tego typu publikacje były oknem na świat, odpowiednikiem dzisiejszych kanałów podróżniczych w telewizji. Poza naoczną relacją, czytelnik mógł poznać szereg faktów o opisywanych miejscach, które dziś są dostępne po kilku kliknięciach myszką w Wikipedii. „Dochotoro znaczy lekarz” jest tego właśnie typu książką. Informacje o Mali, miastach, ich mieszkańcach i zwyczajach przeplatają się z opisami wykonywanej pracy lekarza i życia towarzyskiego importowanej kadry. Dodatkowo, stronice książki urozmaicają zdjęcia - niestety kiepskiej jakości.
Książka może być ciekawa, choć brakuje autorowi literackiego szlifu a opisywane przygody nie są specjalnie interesujące. Przy okazji nasuwa się porównanie do książek Bogdana Szczygła, który podobną misję pełnił w tym czasie w sąsiednim Nigrze a które oceniam nieco lepiej.


^^^
<<< strona 1 z 48 >>>