Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria ForumForum iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 233
<<< strona 1 z 47 >>>

Dochotoro znaczy lekarz

(Mali)
Ranking: **
Autor: Pawłowski Leopold
Strony: 173
Język: polski
Okładka

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia był okresem, w którym afrykańskie kraje masowo zaczęły uzyskiwać niepodległość, poszukując zarazem swych własnych dróg rozwoju. W ramach wsparcia „bloku wschodniego” pracę w Afryce znalazło wtedy wielu fachowców, w tym lekarzy z Polski. Leopold Pawłowski był bodaj jednym z pierwszych Polaków przebywającym na kontrakcie w Mali. Tak, jak jemu podobni szczęściarze, którym udało się wyrwać z kwitnącego socjalizmu w szeroki świat, również on opisał swoje doświadczenia w książce.
Pawłowski wylądował w Bamako w 1963 roku, skąd po krótkim przystanku w Markala znalazł się w Niono (około 100 km na północ od Ségou), by objąć stanowisko naczelnego lekarza w szpitalu. Książka jest zbiorem luźno powiązanych z sobą opowiadań i reportaży nawiązujących do pobytu autora w Mali od opuszczenia Polski do wylotu z Bamako. Z punktu widzenia ówczesnego odbiorcy tego typu publikacje były oknem na świat, odpowiednikiem dzisiejszych kanałów podróżniczych w telewizji. Poza naoczną relacją, czytelnik mógł poznać szereg faktów o opisywanych miejscach, które dziś są dostępne po kilku kliknięciach myszką w Wikipedii. „Dochotoro znaczy lekarz” jest tego właśnie typu książką. Informacje o Mali, miastach, ich mieszkańcach i zwyczajach przeplatają się z opisami wykonywanej pracy lekarza i życia towarzyskiego importowanej kadry. Dodatkowo, stronice książki urozmaicają zdjęcia - niestety kiepskiej jakości.
Książka może być ciekawa, choć brakuje autorowi literackiego szlifu a opisywane przygody nie są specjalnie interesujące. Przy okazji nasuwa się porównanie do książek Bogdana Szczygła, który podobną misję pełnił w tym czasie w sąsiednim Nigrze a które oceniam nieco lepiej.


Godzina rebeliantów

(Demokratyczna Republika Kongo)
Ranking: **
Autor: Joris Lieve
Strony: 275
Język: polski
Okładka

W „Godzinie rebeliantów” Lieve Joris splata losy głównego bohatera - Assaniego - z historią kongijskiej rebelii, która doprowadziła do obalenia Mobutu i zwycięstwa Kabili. Urodzony we wschodnim Zairze Assani przedstawiony jest przez autorkę, jako ofiara losu w dosłownym słów tego znaczeniu. Jego awans od chłopaka pasącego krowy do generała wynika z przypadku i poddania się przebiegowi wydarzeń. Jest to o tyle zaskakujące, że w wątku miłosnym Assani jest zimny jak ostrze meczety, wręcz trudno uznać, że to miłość właśnie. Być może był to umyślny zabieg autorki, mnie jednak tak narysowana postać nie przekonuje.
Historia rebelii i Assaniego odkrywana jest w rzadko spotykanej formie - rozdziały potasowane są chronologiczne - pierwszy rozgrywa się w 2003 roku, drugi w 1967, trzeci znowu w 2003, czwarty w 1979 i tak dalej. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Lieve Joris zastosowała taki zabieg. Być może pomaga to w zdobyciu nagród literackich zgodnie z teorią, że jeśli wyraża się jakąś myśl w sposób niezrozumiały to trudniej jest do niej się odnieść, skrytykować. Moje zdanie jest jednak takie, że utrudnia to zdecydowanie lekturę. W dodatku, wbrew zachwytom recenzentów z tyłu okładki, autorka nie ma daru do przekazywania myśli. Nie znajduję również w tej książce wartości, jako źródła historycznego, rozjaśniającego „skomplikowany” układ sił w Demokratycznej Republice Konga oraz przebiegu rebelii.


Łowca larw

(Sudan)
Ranking: **
Autor: Tadż as-Sirr Amir
Strony: 206
Język: polski
Okładka

„Emerytowany człowiek służb”, Adallah Farfar. Tak przedstawia siebie już na pierwszej stronie książki jej bohater, artykułując przy tym chęć napisania powieści. Akcja „Łowcy larw” rozgrywa się pomiędzy Farfarem z przeszłości - umocowanym w reżimowym aparacie władzy funkcjonariuszem bezpieki - a Farfarem pisarzem, zdefiniowanym na nowo człowiekiem, nad którym ciążą duchy widma przeszłości.
W przemianie Farfara w literata uczestniczy cieszący się uznaniem powieściopisarz, ukrywający się w książce pod inicjałami A.T. Nasz bohater pragnie stać się takim, jak on - odwiedza te same kawiarnie, co on, bezkrytycznie kopiuje pisarskie rytuały (w czym czasami wydaje się wręcz śmieszny). Czy mu się to uda? Tego dowiemy się na końcu książki, choć niestety jej tytuł jest tu pewną podpowiedzią i pod koniec lektury nie jest trudno to zgadnąć.
Drugą stroną procesu przemiany jest pustka powstała po odejściu ze służby. Farfar był tajniakiem, z autorytetem zdobytym strachem. Teraz, gdy nie trzeba się go bać, ludzie, którzy wcześniej kłaniali mu się w pas odwracają się plecami. Chęć przekwalifikowania się na pisarza wydaje się drogą do przywrócenia utraconego autorytetu.
Choć nigdzie nie jest to wprost wspomniane, akcja książki toczy się w stolicy Sudanu - Chartumie. Nie jest to jednak książka o tym mieście, jak również i nie o Sudanie. Na pierwszym planie stoi człowiek. Drugi plan, tło, są nieistotne, ledwo zarysowane. Równie dobrze akcja książki mogłaby się toczyć w Budapeszcie.


Polska antropologia w Afryce

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Dzierżykray-Rogalski Tadeusz
Strony: 143
Język: polski
Okładka

Wydana nakładem zaledwie dwóch i pół tysiąca egzemplarzy książka zawiera osiągnięcia polskich badaczy w Afryce. Zebrane w jednym miejscu informacje tworzą akademickie kompendium - suche i zwięzłe w treści, przepełnione informacją, ale trudne w odbiorze jak nazwisko autora. Gdyby jednak ktoś potrzebował mieć pod ręka zbiór tego typu informacji to będzie to strzał w dziesiątkę.
W wydanej w 1981 roku książce Dzierżykray-Rogalski przypomina chronologię polskich wypraw, które miały coś wspólnego z antropologią. Zestawienie otwiera wyprawa Jana Czekanowskiego z lat 1907-1909, w której przemierzył dorzecze Ituri (obecnie na terenie północno-wschodniej Demokratycznej Republiki Konga), zamyka Edward Loth z wyprawą w góry Ruwenzori (również Demokratyczna Republika Konga) zakończonej w roku 1939. Powyższe rozdziały to dopiero jednak połowa książki, z wyraźnym podziałem na historię i czasy autorowi współczesne. Trzeba też dodać, że Dzierżykray-Rogalski był autorem wielu samodzielnych wypraw antropologicznych i trudno się oprzeć wrażeniu, że drugą część książki w znacznej mierze poświęca sobie samemu (nie umniejszając rzeczywistej wartości jego dokonań). Przedstawia w niej dokonania polskich archeologów w Egipcie i Sudanie do roku 1980.


Historia poznania Afryki

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Gornung, Lipiec, Olejnikow
Strony: 634
Język: polski
Okładka

Opisana w tej książce historia jest europejskim spojrzeniem na Afrykę, chronologią odkrywania tego kontynentu dla oczu Europejczyka, bo przecież wszystko wskazuje na to, że ojczyzną Homo sapiens jest Afryka i to właśnie z perspektywy Afryki odkrywał świat migrując między innymi na północ. Przyjęło się jednak, że Afryka była odkryta „na nowo”.

Przyjmując powyższą cezurę, u zarania współczesnej cywilizacji Afryka stanowiła białą plamę na mapie. Nikt nie wiedział czy da się ją opłynąć dookoła, a tym bardziej, co skrywa jej interior. W „Historii poznania Afryki” autorzy opisują kolejne odkrycia geograficzne, mniej więcej od wieku XV naszej ery do początków ubiegłego stulecia, gdy już chyba nic nie pozostało do odkrycia. Jak się okazuje odkrywcy głównie rozwiązywali zagadki związane z lokalizacją dorzeczy i wododziałów, być może przygotowując kontynent na kolonialne rozbiory. Podążając na przykład z Chartumu na zachód bardziej interesowali się gdzie się kończy dorzecze Nilu a gdzie zaczyna Konga, mniej zaś grupami etnicznymi zamieszkującymi te tereny.

Sięgając po książkę radzieckich autorów można zakładać obowiązkową porcję propagandy. W tym przypadku tak nie jest. Owszem, rola Rosji i Związku Radzieckiego w odkrywaniu Afryki nie umknęła uwadze autorów, były to jednak epizody o marginalnym znaczeniu, które w sprawiedliwy sposób równie śladowo znalazły swoje miejsce w tej książce.

Cała ta historia została opisana w dość suchej formie, w sposób bardziej naukowy, niż popularnonaukowy, bez specjalnego pomysłu na uprzyjemnienie lektury. Kolejne karty książki wypełniają trochę nudne rozdziały poświęcone osiągnięciom poszczególnych odkrywców. Szkoda, że nie udało się z tych informacji skleić dzieła porównywalnego do „The Scramble for Africa” - klasyki gatunku, w którym Thomasowi Pakenhamowi udało się połączyć fakty z wciągającą formą. Tego typu książki zaczęły być chyba popularne dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych, podczas gdy „Historia poznania Afryki” została wydana dwadzieścia lat wcześniej (w roku 1973).


^^^
<<< strona 1 z 47 >>>