Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria ForumForum iLinki SamolotTorebki AutorKontakt Wyprawy, incentive, Afryka, podróże
Szukaj
Książek: 211
<<< strona 28 z 43 >>>

Świt nad Nigrem

(Nigeria)
Ranking: **
Autor: Śliwka-Szczerbic Władysław
Strony: 348
Język: polski
Okładka

Książka została wydana w 1980 roku, a więc już dwadzieścia lat po uzyskaniu przez Nigerię niepodległości i jakiś czas po odkryciu ropy naftowej. Książka opowiada o pomyślnych perspektywach rozwoju gospodarczego oraz próbach spojenia w jedno iskrzącej konfliktami etnicznymi i religijnymi nigeryjskiej społeczności. Tak się złożyło, że połowę tej książki przeczytałem tuż przed moim wyjazdem do Nigerii i dokończyłem lekturę po powrocie.
Skąd autor czerpał optymizm? Nie wiem. Chyba trochę z retoryki przywódców partyjnych lat 70-tych w Polsce (Śliwka-Szczerbic był członkiem pierwszej polskiej misji oficjalnej do Nigerii). W Nigerii pomimo, że problemy są, rząd ma przygotowany plan pięcioletni - panaceum, po zażyciu którego nastanie pokój i dobrobyt. Z zaciekawieniem czytałem więc o zatwierdzonych planach wybudowania „transsaharyjskiej magistrali” Algier-Kano-Lagos, której otwarcie było zaplanowane na lata 80-te. Gdy po przerwie kończyłem lekturę książki, doświadczony już miejscową rzeczywistością, przy czytaniu podobnych nowin, trudno było mi się czasami powstrzymać od śmiechu (np. był plan, by w latach 80-tych zelektryfikować wszystkie wsie, podczas gdy nawet dzisiaj w największym mieście Lagos dostęp do energii elektrycznej mają tylko nieliczni i to przez kilka godzin na dobę). Można by podsumować, że „Świt nad Nigrem” to historia planu dziesięcioletniego, który nigdy nie został zrealizowany.


Przed podbojem

(Afryka ogólnie)
Ranking: ***
Autor: Dziubiński Andrzej
Strony: 430
Język: polski
Okładka

Sięgając po tę książkę sądziłem, że będę miał do czynienia z nudnym wywodem, kolejną „cegłą” traktującą historię ściśle naukowo. Gdybym przeczytał jednak do końca tytuł zamiast wydawać osądy z uwagi na to, co napisano wielkimi literami, moje uprzedzenie byłoby pewnie mniejsze - „Afryka północna i zachodnia w relacjach z XVIII i XIX wieku”.
Książka jest zbiorem krótkich relacji (każda z nich ma maksymalnie do kilku stron), opatrzonych komentarzami autorów (współautorem jest Jan Milewski). Zgodnie z tytułem są to relacje podróżników i odkrywców, którzy jako pierwsi przybyli na czarny ląd; w czasach, gdy pod słowem „kolonializm” kryło się zaledwie kilka faktorii na wybrzeżu Atlantyku a biały człowiek nie zapuszczał się zwykle dalej w głąb lądu niż na odległość armatniego strzału. Wśród autorów relacji znajdziemy zatem takie sławy jak Mungo Park (odkrył, że Niger płynie w kierunku wschodnim, a nie zachodnim, jak sądzono), Heinrich Barth (autor wielu pierwszych map Sudanu Zachodniego, który przez Saharę dotarł do Czadu); René Caillié (pierwszy biały, który jako „przebrany” muzułmanin wrócił żywy z Timbuktu).
Reasumując, po przeczytaniu tej pozycji, uważam, że stanowi ona podstawową lekturę dla każdego średnio zaawansowanego afrykanisty.


Pierwotne religie czarnej Afryki

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Zajączkowski Andrzej
Strony: 226
Język: polski
Okładka

Niewielka książeczka (gdyby usunąć umieszczone co drugą stronę niewiele wnoszące do tematu ilustracje, objętością pasowałaby raczej do publikacji w periodyku a nie książki). Zajączkowski przybliża niewtajemniczonemu czytelnikowi wiedzę na temat religii rodzimych Afryki, systemów wierzeń w latach, zanim na Czarny Ląd dotarli misjonarze i wyznawcy islamu. Autor porusza się głównie po terenie Afryki Zachodniej, wyjątkowo tylko sięgając po przykłady z innych części kontynentu.
Przy tak małej objętości książki nasuwa się pytanie - do kogo ona jest adresowana? Moim zdaniem zainteresowany czytelnik będzie czuł niedosyt, zaś laik nie sięgnie po tę książkę wcale. Może w 1965 roku, gdy „Pierwotne religie czarnej Afryki” pojawiły się na rynku, była to lektura obowiązkowa na poziomie szkoły średniej?


Ziarno pszeniczne

(Kenia)
Ranking: ****
Autor: Ngugi James
Strony: 248
Język: polski
Okładka

Ta książka mnie urzekła. Nie od razu jednak. Zanim wciągnąłem się w losy bohaterów na tyle, by po odłóżeniu lektury, wyobraźnia była w niej nadal, musiałem przebrnąć przez kilka pierwszych, trudnych rozdziałów. Skąd ta trudność? Sposób pisania kenijskiego autora jest na początku „ciężkostrawny”, inny od stylu pisarzy europejskich, być może zaś normalny dla literatury afrykańskiej. James Ngugi nie dba bowiem o chronologię, śledzimy wydarzenia w starannie dawkowany przez autora sposób. Również przekaz osobowy nie jest jednolity - raz poznajemy bezpośrednie myśli bohaterów, innym razem odbywa się to przy pomocy bezstronnego narratora. Utrudnieniem jest także trudne do zapamiętania nazewnictwo; egzotyczne miejscowości i imiona bohaterów. Tak jest do momentu, w którym odkrywamy istotę lektury; wtedy książka zaczyna pochłaniać nas bez reszty i łatwo stracić poczucie czasu, gdy się ją czyta.
Akcja powieści toczy się na przestrzeni kilku lat niedaleko od Nairobi. Są lata 50-te. Treść wydarzeń nie wychodzi poza kilka małych wsi środkowej Kenii. Fabuła tak wciąga czytelnika, że czuje się on jak jeden z mieszkańców tych kenijskich wsi, całkowicie wciągnięty w ich rytm, obserwując bieg wydarzeń i niemal w nich uczestnicząc. Bohaterowie „Ziarna pszenicznego” uwikłani są w ruch wyzwoleńczy Mau Mau; zaprzątają ich także zwykłe ludzkie sprawy i emocje. Autor wspaniale połączył wątki historyczny z obyczajowym. Miałem wrażenie, że czytam dzieło Tołstoja. Myślę, że tak właśnie pisałby Tołstoj, gdyby dane mu było opisywać życie w Afryce.


Pierwszy front II wojny światowej

(Etiopia)
Ranking: **
Autor: Bartnicki Andrzej
Strony: 477
Język: polski

Podtytuł „Konflikt włosko-etiopski 1935-1936” wyjaśnia związek książki z Afryką. Kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej faszystowskie Włochy realizowały ambicje kolonialne prowadząc ekspansję terytorialną z terenów dzisiejszej Erytrei i Somalii. Był to również czas pierwszych lat działalności Ligi Narodów, powstałej po zakończeniu I wojny światowej. Jej głównym celem było zapobieganie wybuchom konfliktów na podobną skalę. Kolektywne bezpieczeństwo gwarantował pakt, zgodnie z którym napad na którykolwiek kraj członkowski Ligi był jednoznaczny z wypowiedzeniem wojny pozostałym jej członkom. Etiopia była jednym z nich; włoska agresja w Abisynii miała być próbą sił wielkich mocarstw i sprawdzianem dla Ligi Narodów.
Bartnicki opisuje proces polityczny bezpośrednio przed, w trakcie i zaraz po włoskiej inwazji w Afryce. Jest to jednak głównie zapis dyplomatycznych zabiegów, przemówień europejskich przywódców i zakulisowych rozgrywek polityków. Etiopia, choć o jej los chodzi, pozostawiona jest na uboczu, o jej losie decydował kto inny. Było to zresztą bardzo bliskie prawdy.


^^^
<<< strona 28 z 43 >>>