Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 270
<<< strona 3 z 54 >>>

Listy z Afryki

(Tanzania)
Ranking: **
Autor: Sienkiewicz Henryk
Język: polski
Okładka

Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” zna chyba większość z nas. Dwadzieścia lat przed wydaniem tej powieści Sienkiewicz podróżował po Afryce Wschodniej. „Listy z Afryki” są dziennikiem tej podróży. Jest rok 1890, autor „W pustyni i w puszczy” w towarzystwie hrabiego Jana Józefa Tyszkiewicza wsiada w Neapolu na statek, skąd przez Kanał Sueski płynie na Zanzibar. W tym czasie Zanzibar i Tanganika znajdują się w obrębie kolonii - Niemieckiej Afryki Wschodniej.
Mierząc dzisiejszymi standardami, była to wyprawa myśliwska, czyli safari. Panowie z Zanzibaru przedostają się do Bagamoyo, gdzie rozpoczynają piesze safari w niedalekie okolice z zorganizowaną przez siebie karawaną. Głównym celem wyprawy wydaje się być strzelanie do zwierząt, co najwyraźniej w tamtych czasach nie było niczym złym. Już wtedy jednak autor zauważa, że w miejscach najłatwiej myśliwym dostępnych niektóre gatunki zwierząt już nie występują (po czym strzela dla sportu do hipopotamów i krokodyli). Opisom przyrody i polowań akompaniują spostrzeżenia dotyczące misji cywilizacyjnej białego człowieka i związanego z nią paternalizmu.
W „Listach z Afryki” próżno szukać literackiego kunsztu trylogii, czy przygody „W pustyni i w puszczy”. Względem nich jest to bardzo sucha robota, wręcz zwykła relacja z Afryki, zapis jaki produkował wtedy zapewne każdy udający się w podobną podróż.


Wędrówka z Ablem

(Mali)
Ranking: **
Autor: Badkhen Anna
Język: polski
Okładka

Podtytuł: Podróż z nomadami przez afrykańską sawannę. Nomadzi to pasterze Fulbe, do których autorka przyłączyła się w Mali podczas corocznego cyklu wypasu bydła. Jest rok 2013.
Anna Badkhen próbuje wtopić się w pasterską rodzinę, towarzyszyć jej codziennym sprawom i problemom. Trzeba przyznać, że jej się to udaje, chociaż zawsze w takich sytuacjach pozostaje się jednak kimś z zewnątrz. Stało się to być może możliwe również dlatego, że autorka nie prowadzi jakichś ukierunkowanych studiów nad życiem Fulbe. Jest to najzwyklejsza, ale bez pejoratywnych cech, chęć wtopienia się w lokalną społeczność. Bohaterami opowieści są członkowie rodziny Abla a sceną sawanna. Bez głębszych penetracji świata wierzeń, zwyczajów czy zewnętrznych cech etnograficznych książka staje się mglistym przekazem wrażeń i klimatycznych pejzaży. Fakty, szkiełko i oko badacza zastąpiła impresja i poezja. Nie jest to literatura dla każdego, nie każdy przyjmie bez uwag egzaltacje, takie jak choćby tą: „gdy głaszcze się krowę, pod dłonią pulsuje cała historia pasterskiej Afryki”. Nie jest to również książka z której można bezkrytycznie czerpać wiedzę (Sahara nie powstała dwa miliardy lat temu). Wędrówka z Ablem zadowoli natomiast marzycieli i wrażliwców.


Manowce władzy

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Szczepański Marek
Język: polski
Okładka

Idi Amin na okładce i podtytuł „Rzecz o elitach afrykańskich” zapowiadają barwną lekturę, w której Aminowi będzie towarzyszył Bokassa, Mobutu, Taylor i być może kilku innych, mniej znanych wodzów. Pierwsze rozdziały systematyzują „rzecz”. Autor wykłada teorię sprawowania władzy z akademicką metodologią. Jest to fragment zaskakująco ciekawy, tym bardziej, że pomimo swojego wieku (książka została wydana w 1989 roku), wydaje się aktualny. Tytułowe elity to nie tylko te współczesne, ale również minione, z czasów kolonialnych i wcześniejszych.
W połowie lektury wiedziałem już, że choć książka leciwa to marketing pod koniec lat 80-tych ubiegłego stulecia zadbał o atrakcyjność tytułu. O manowcach i dyktatorach autor nie napisał prawie nic, nie tylko w pierwszej połowie, ale i w całej książce. Kolejne rozdziały Szczepański poświęca dalszej drobiazgowej analizie elit, ich funkcji w lokalnych społecznościach oraz rodzących się po epoce kolonialnej narodach. Dodatkowo autor uprawia wycieczki ideologiczne w stronę uzależnienia Afryki od pomocy zagranicznej i fatalnej interakcji cywilizacji zachodu z tą lokalną, afrykańską. Zwieńczeniem dzieła jest ujęcie zagadnienia w ramy marksizmu i recepta na wszelkie problemy - socjalizm.
Nieco zawiodłem się na tej książce, choć nadal można w niej znaleźć kilka ciekawych informacji.


Maluchem przez Afrykę

(Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Uganda, Rwanda, Tanzania, Zambia, Namibia, Republika Południowej Afryki)
Ranking: **
Autor: Fiedler Paweł Arkady
Język: polski
Okładka

Dziennik z podróży (czy raczej, jak ją autor określa: „ekspedycji”) przez całą szerokość Afryki od Egiptu do Republiki Południowej Afryki. Podróży nietypowej, bo z użyciem polskiego Fiata 126p. Paweł Arkady Fiedler w dążeniu do wyjątkowości wybrał właśnie ten środek transportu. Wielu przemierzyło kontynent piechotą, przejechało rowerem, ba był już nawet ktoś, kto przejechał Afrykę na hulajnodze. Trudno w dzisiejszych czasach o oryginalność, pozostało chyba wyruszyć w podróż traktorem na biegu wstecznym. Koniec uszczypliwości.
Ekspedycja rozpoczyna się w 2014 w porcie w Gdyni, skąd samochody płyną w kontenerze do egipskiej Damietty. Samochody, bo choć na zdjęciach tego nie widać, ekspedycja poza Maluchem składa się z terenowej Toyoty z dwoma operatorami filmowymi i częściami zamiennymi do Malucha (w tym zapasowy silnik). Podróż przez kontynent trwa trzy miesiące i wiedzie klasyczną drogą przez Afrykę Wschodnią.
Jak na dziennik przystało, ekspedycja opisana jest z typową dla tej formy skrupulatnością. Dużą część wypełniają treści związane z samą jazdą, kamieniami na drodze, odgłosami i pomrukami wydawanymi przez samochód. O Afryce za oknem samochodu jest niewiele: głównie są to zdziwienia miejscowych na widok Fiata 126p, powierzchowne informacje przewodnikowo-wikipedyczne oraz kilka powielonych podróżniczych mitów (np. ten o Wybrzeżu Szkieletowym w Namibii: „Stąd jego ponura sława i nazwa - wybrzeże szkieletów (sic!), od setek porzuconych na nim wraków”).
Na koniec złota myśl autora: „To właśnie upór i determinacja różnią podróżnika odkrywcę od podróżnika turysty.”


Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju

(Demokratyczna Republika Kongo)
Ranking: ***
Autor: Van Reybrouck David
Język: polski
Okładka

Otwierając książkę z Kongiem w tytule sądziłem, że będzie to historia tego kraju, jakich wiele. Wszak Demokratyczne Republika Konga to kraj to o historii barwnej i wyjątkowej, którego dzieje pisać się powinno łatwo. Każdy pisarz, który miał z Kongiem w ten czy inny sposób do czynienia napisał pewnie o tym książkę. Tym razem jest to jednak opowieść wyjątkowa, wyróżniająca się lokalnym spojrzeniem. Autor wyszedł poza standardowe ramy powielania w coraz to atrakcyjniejszy sposób tych samych informacji, dodając doń konfrontację faktów historycznych z bezpośrednią relacją ich naocznych świadków.
Van Reybrouck zapytuje Kongijczyków, jak to po prostu było, przez co jest to również opowieść o Kongijczykach a nie tylko abstrakcyjnym tworze państwa o nazwie Kongo. Wśród rozmówców są między innymi i tacy, którzy pamiętają jeszcze czasy Wolnego Państwa Kongo i króla Leopolda. Jest to tym bardziej warte odnotowania biorąc pod uwagę, że książka została napisana w roku 2010 (Wolne Państwo Kongo istniało od roku 1885 do 1908). Spośród poruszanych tematów, ciekawe jest przedstawiona postać Patrice Lumumby, którego rozmówcy pokazują jako postać nie do końca akceptowaną przez lud, kontrowersyjną i nienadającą się na wodza. Nieco odmiennie od klasycznego kanonu historii położony jest też akcent na odpowiedzialność za jego zamordowanie. Ciekawa lektura uzupełniająca warta polecenia każdemu interesującemu się Afryką Środkową.


^^^
<<< strona 3 z 54 >>>