Nietypowa to książka. Bogato ilustrowana, skrzyżowanie albumu (co kilkanaście kartek umieszczono kolorowe „przerywniki” ze zdjęciami) z literaturą faktu. Autor, Josef Vágner - pracownik czechosłowackiego ogrodu zoologicznego, opisuje swoją pracę w Afryce, polegającą na pozyskiwaniu zwierzyny, którą następnie transportowano do Europy. W książce można znaleźć opisy pełnych przygód bezkrwawych polowań i ich logistycznej organizacji. Ciekawostki na temat afrykańskiej fauny, zdobyte podczas obserwacji natury i pobytu w obozowiskach są dodatkową atrakcją dla czytelnika. Afrykańska przyroda jest tematem przewodnim książki; właściwie poza nią motywy afrykańskie się nie pojawiają. Pomiędzy wierszami można wyczytać, że Afrykanie są największym zagrożeniem dla pojmowanej w ten sposób Afryki i zdaniem autora najlepiej byłoby, by ich na Czarnym Lądzie w ogóle nie było lub by ich pozostawić w oryginalnej, pierwotnej formie. Książka potrafi jednak zaciekawić, poza tym, czyta się ją przyjemnie.
Mała książeczka z serii „Światowid” przybliża czytelnikowi jeden z potężniejszych onegdaj ludów Afryki Zachodniej - Aszanti. Aszanti zamieszkiwali i zamieszkują nadal tereny tak zwanego Złotego Wybrzeża, czyli współczesnej Ghany (stolicą Aszantów jest Kumasi). Podróżując przez ten kraj, nawet dzisiaj można zaobserwować elementy bogatej tradycji, w tym kult tronu. Tytułowy Złoty Tron to najwyższe wodzowskie insygnium władzy. Zajączkowski pokrótce opisuje historię tego ludu, wierzenia religijne, organizację społeczną oraz metamorfozę, jaką Aszantowie przechodzą wraz z nadejściem czegoś, co my zwykliśmy nazywać cywilizacją.
Niezła książka, choć trochę za krótka.
W czasach, gdy Afryka walczyła o wyzwolenie z kolonialnego jarzma, o wpływy na tym kontynencie walczyły nie tylko byli kolonizatorzy, ale również Stany Zjednoczone Ameryki i Związek Radziecki. Książka dotyka głównie interesów amerykańskich, pewnie dlatego, że autor jest Amerykaninem. Jest to bardzo krytyczne spojrzenie, które można podsumować słowami samego autora: „biedny pomaga bogatemu”.
W dążeniu do wykorzystania zasobów Afryki widzi Hunton tytułowe źródło konfliktów, gdyż wyzysk prowadzi do zburzenia tradycyjnych struktur społecznych i nieuniknionego wykształcenia klasy robotniczej, która niechybnie zacznie się domagać swoich praw. Końcowe fragmenty mają wręcz charakter manifestu, odezwy, w której zostaje objawiony sposób na dobrobyt. Książka jest napisana z pozycji „mądrali”, który wie wszystko i ma na wszystko receptę. Na wszystko, oprócz ciekawej książki - jest ona bowiem po prostu nudna.
Któż nie zna charyzmatycznego wodza Libii, Muammara al-Kadafiego? Wiedza o tym człowieku ogranicza się często do sporadycznych doniesień mediów, mieszczących się gdzieś na pograniczu globalnej polityki i kolorowego świata prasy bulwarowej. Tymczasem, co by tu o nim nie mówić, to postać niezwykle oryginalna; człowiek, który od 1969 stoi na czele kraju i tak zwanej „zielonej rewolucji”.
Kadafi zanegował socjalizm i demokrację, tworząc idealny według niego system - „trzecią drogę”. Wytyczne do jego budowy umieścił w „Zielonej książce”, miniaturowym (80 stron) przewodniku zawierającym odpowiedzi na wszystkie ważne pytania. Dzieło składa się z trzech części, których tytuły mówią same za siebie: „Rozwiązanie problemu demokracji”, „Rozwiązanie problemu ekonomii”, „Socjalne podstawy Trzeciej Teorii Powszechnej”.
Pomysły Kadafiego na świat nie są pozbawione sensu, każdemu z nich trudno nie odmówić racji. Sęk w tym, że są utopią, przedstawiają model świata idealnego. Oceńcie to zresztą sami.
Historia polskiego ruchu misyjnego w Afryce ma długie tradycje. Jednym z miejsc, w których można spotkać Polaków, jest Republika Środkowoafrykańska. Robert Wieczorek, brat zakonu Kapucynów, jest z kolei jednym z Polaków, który przebywał na terenie tego kraju od 1994 roku na misjach. Republika Środkowoafrykańska to geograficzne serce Afryki - to właśnie dlatego, w ten sposób brzmi tytuł książki.
Jak sama nazwa wskazuje, mamy do czynienia z listami. Nie są to jednak zwykłe listy, jakie pisze się na przykład z wakacji, lecz obszerne, reporterskie relacje, z których każda stanowi jeden z rozdziałów. Większość relacji brata Roberta to opis pracy i codziennego życia misjonarzy w północno-zachodniej części kraju: Bouar i okolicach. Wśród doniesień są jednak i takie, które mierzą się z szerszą problematyką kraju i całej Afryki (np. inne od popularnego spojrzenie na ówczesny konflikt w Rwandzie).
Sama książka może nie jest arcydziełem literatury. Pomimo to uważam, że warto po nią sięgnąć, by spojrzeć na Afrykę z odmiennej perspektywy.
P.s. Gdyby ktoś chciał poznać autora osobiście, rzekomo można go spotkać w Bimbo pod Bangui.