Lektura książki nie wskazuje, kiedy Arkady Fiedler odwiedził Madagaskar. Prawdopodobnie „Gorąca wieś Ambinanitelo” opisuje podróż z 1937 roku, zatem z czasów, gdy wyspa była francuską kolonią. Autor wraz z podróżującym z nim Bogdanem Kreczmerem wyprawili się na Madagaskar w celu pozyskania owadów do muzeum. Ich bazą była położona na północy wyspy tytułowa wieś Ambinanitelo.
W książce autor splątał opisy wioski, przebywania wśród mikrowioskowej społeczności, z historią Madagaskaru zaakcentowaną epizodem związanym z Beniowskim. Dla przypomnienia, Maurycy Beniowski, awanturnik i uzurpator, urósł w Polsce niemal do rangi króla pozyskującego Polsce Madagaskar za kolonię. Najwyraźniej legenda ta ma początki dużo wcześniejsze, niż sądziłem. Całe szczęście Fiedler nie poświęca temu zagadnieniu zbyt dużo miejsca, zamiast czego proponując opisy malgaskiej wsi. Mimo starań do końca pozostaje w niej jednak tym obcym, dziwakiem z zewnątrz, który płaci za wikt, opierunek i... zdjęcia. Książka jest niezła, lecz przy jej ocenie uwzględnić trzeba, iż została napisana bez mała sto lat temu. Sposób narracji, ewidentnie sztuczne, nieautentyczne dialogi mi przeszkadzają by w pełni się nią cieszyć. Oceńcie zresztą sami.
Emina Pasza, czyli... Eduard Schnitzer z Opola. Postać, która przynajmniej powinna obić się o uszy każdego, kogo interesuje historia Afryki Wschodniej, jak się okazuje pochodzi z terenów znajdujących się obecnie w Polsce.
Schnitzer urodził się w Opolu w roku 1840 a imię Mehmeda Emina Paszy przyjął mając trzydzieści lat, przechodząc jednocześnie na islam. W czasach powstania Mahdiego Pasza pełnił funkcję gubernatora Ekwatorii, znajdującej się obecnie w Sudanie Południowym. W późniejszych latach eksplorował również rejon wielkich jezior afrykańskich.
Książka Patryka Tomali jest połączeniem biografii z książką historyczną. Opowieść o człowieku połączona została z historią, w której bohater książki był zanurzony. Autor z akademicką precyzją prezentuje Prusy, Opole, Albanię, Sudan wplatając między rozdziały losy Emina Paszy. Efektem tego zabiegu jest lektura nieco szorstka, kolażowa, niepozwalająca w pełni się z niej cieszyć.
Patryk Tomala nie ustrzegł się również kilku błędów rzeczowych: na początku rozdziału 4.1 podaje, że Ekwatoria od zachodu graniczyła z Abisynią a w rozdziale 5.3 myli Afrykanów z Afrykanerami.
Bardzo krótka książeczka, raczej do przygodnego poczytania w kawiarence, niż porządnej lektury. Nie odnajdziemy tu wielu szczegółów dotyczących Timbuktu, tylko nieco rozwinięte nagłówki, podsumowujące hasłowo wiedzę o tym obrosłym legendą mieście.
By nie za dużo zdradzić a zarazem nie napisać więcej niż sam autor napomnę tylko, że znajdziemy tu trochę z historii Timbuktu, trochę o geografii i solidną porcję dobrych zdjęć... które po bliższym przyjrzeniu okazują się ilustracjami (ich autorem jest Angelo Rinaldi). Subiektywnie wolałbym, by ich miejsce zajmowały autentyczne fotografie a nie przypominające okładki płyt z muzyką progresywną z lat 80-tych, kunsztowne skądinąd prace.
Na pierwszy rzut oka, zmylony tytułem sądziłem, że mam przed sobą biografię Cesarii Evory. Częściowo jest to prawdą - życiorys, opisy płyt, piosenek, koncertów, spotkań autorki z artystką. Elżbieta Sieradzińska występuję jednak nie tylko w roli autora, lecz również - co bardzo widać - wielbicielki Cesarii. Jest to książka, w której równie ważne są obie panie.
Evora przedstawiona jest w tej książce niczym posąg. Ewentualne rysy na sylwetce to tylko smaczki, nadające artystce pozytywnej autentyczności. Tymczasem z tego, co przeczytałem, Cesaria Evora była trudną postacią, często źle odnoszącą się do ludzi, kapryśną i zmanierowaną. Przywary te osłania woalem skromności, nad którego autentycznością stawiam duży znak zapytania. Oślepionej artystką autorce nie udało się pokazać dogłębnego portretu Cesarii, mimo bliskiej jak się wydaje relacji pomiędzy kobietami. To co widać, to psychopatyczna, nietolerująca innego zdania postać oraz zakochana w niej fanka.
Książka-hołd jest bardzo obszerna, w szczegółach opisuje każde spotkanie autorki z idolem. Jest w niej jednak wiele powtarzających się wątków (jak choćby kilkukrotnie podejmowany dylemat, dlaczego Cesaria wchodziła na scenę boso) oraz błahych opisów codzienności, które z racji uczestnictwa w nich Evory urastają do rangi wydarzeń wartych utrwalenia na papierze.
Zagorzali fani Cesarii Evory zapewne obrzucają mnie pomidorami a książkę tą postawią na ołtarzyku artystki, „zwykłego człowieka, który się nie wywyższa, a dzięki temu jest kochany”. Moim zdaniem jest to jednak pozycja ocierająca się o nudę.
Starożytny Egipt, czyli kraj czasów zamierzchłych aż po podbój Egiptu przez Cesarstwo Rzymskie spina klamrą czasu trudny do ogarnięcia umysłem okres czterech tysięcy lat. To sześć razy tyle, co cała epoka nowożytna. Najodleglejszą część tej historii - okres predynastyczny i pierwsze dynastie faraonów okrywa mrok. Autorzy książki (Bruce Trigger, Barry Kemp, David O'Connor, Albert Lloyd) odrzucają egipską mitologię i przekazy religijne, jako rzetelne źródła wiedzy, przekładając nadeń źródła pisane i efekty pracy archeologów. Pismo zaś, w postaci hieroglifów Egipcjanie wynaleźli dopiero około 3000 roku przed naszą erą.
Ujęcie historii poprzez przemiany społeczne mogłoby uczynić tą książkę wyjątkową i uatrakcyjnić przekaz. Tak się jednak nie stało, nie uratowały jej przed kataklizmem nawet ciekawe ilustracje i szkice. Pomysł utonął moim zdaniem w morzu szczegółowych informacji i powodzi wyszukanych, trudnych słów. „Ancient Egypt” jest przez to literaturą bardziej naukową, niż popularną.